Instagram -->

środa, 11 lutego 2015

Wielki eksperyment zwany dalej dzieckiem.



Jeśli nie wiesz czego tak na prawdę chcesz, odpowiedz sobie na pytanie czego na pewno nie chcesz. Myślę, że to dobry początek. 


Gdy okazało się, że jestem w ciąży początkowo wpadłam w lekką panikę. (Ok, nie była lekka - było szaleństwo: I CO MY TERAZ ZROBIMY?! JAK TO BĘDZIE?! JAKĄ JA BĘDĘ MATKĄ?! PSA WYKĄPAĆ NIE POTRAFIĘ, A CO DOPIERO DZIECKO?!) Moją ostoją był Marcin, którego pewność siebie zbijała mnie z tropu, a jednocześnie sprawiała, że czułam się bezpieczna. Jaką mamą będę? Jakimi będziemy rodzicami? Wiedziałam, że w kwestiach fundamentalnych z Marcinem mamy identyczne poglądy. Wiedziałam, że będzie świetnym ojcem, choć szczerze mówiąc jego ojcostwo przerosło moje najśmielsze oczekiwania... 

Nasze rodzicielstwo, jak już kiedyś wspomniałam, jest bardzo intuicyjne i zdroworozsądkowe. Czytałam kilka podręczników, z każdego coś tam wyniosłam, jednak to intuicja robi u nas najwięcej. Poza nią istnieje jeszcze kilka zasad:



Wychowanie bez przemocy. 


Jestem z tych dzieci, które w życiu dostały w dupę pasem, jednak nie był to chleb powszedni. Musiałam zrobić coś na prawdę bardzo złego, żeby dostać. I szczerze mówiąc było to może kilka razy w życiu (z pewnością pamiętam raz). Czego mnie to nauczyło? Tego, że to nic nie daje, nic nie zmienia. Wprowadza jedynie strach. Największą karą była złość rodziców, ich rozczarowanie. Pas był zbędny. Strach to nie szacunek. Nie wierzę w takie rzeczy i już. Bardzo mi się podobał dialog zacytowany przez mojego kumpla na fb. Podsłuchał on rozmowę córki z innym dzieckiem w piaskownicy. - Dostałaś kiedyś klapsa? - A co to jest klapsa? - Mam nadzieję, że jeśli kiedyś przyjdzie mojej córce odpowiedzieć na takie pytanie to odpowie identycznie.



Nic na siłę. 


Być może moja córka nie należy do niejadków, ponieważ ja i Marcin lubimy sobie zjeść. Być może moja córka nie boi się ludzi, bo po prostu taką ma naturę. A może jest to za sprawą tego, że nigdy za nią z łyżeczką nie latałam i dawałam jej wybór w kwestii jedzenia. Być może towarzyska jest dlatego, że nie zawstydzamy jej w towarzystwie obcych, nie naciskamy, żeby się witała i żegnała, kiedy nie ma ochoty, nie peszymy jej.


Jesteś mądra, jesteś piękna, jesteś silna. 


Chwalimy ją na każdym kroku - kiedy zrobi coś dużego, ale też za drobnostkę. Że wyrzuci papierek do śmietnika, że zbuduje wieżę z klocków, że pogłaszcze psa (a nie pociągnie za sierść). Oczywiście, kiedy robi coś niefajnego (a zdarza jej się np. uderzyć albo pociągnąć za włosy) to wówczas jest upominana. Nie karcona, tylko słyszy, że to nie ładnie, że boli, że komuś jest przykro i że fajnie by było przeprosić. Zazwyczaj kończy się to przytulaniem lub obślinionym całusem :) 


Rozmowa. 


Na początku monolog - opowiadaliśmy Małej Mi świat, który ją otacza. Mistrzem był Marcin. Od kiedy zaczęła nam odpowiadać - początkowo pewnie było to zwykłe guganie, jednak z czasem guganie zaczęło nabierać sensu - wówczas narodził sie dialog. Jestem pewna, że nasza dzisiejsza komunikacja, która jest na poziomie bardzo przyzwoitym wynika głównie z tego, że pierwsze próby nawiązania dialogu pojawiły się na samym początku życia naszej córy. 

Obserwacja. 


Wiadomo - przebywając z dzieckiem 24h powinnam mieć poczucie, że znam je na wylot. Tylko, że to dziecko rośnie, rozwija się, zmieniają się nieco jego potrzeby i w związku z tym np. przesuwają się niektóre granice. A granice są ważne (z tego co zaobserwowałam) - ważne, żeby je szanować. Wydaje mi się, że Miła jest taka otwarta przez to, że czuje się szanowaną osobą. Jej uczucia nie są bagatelizowane, ani mniej ważne przez to, że jest mniejsza.


Swoboda.

Dajemy ją naszej córce w całkiem dużej dawce. Pozwalamy jej wybierać. Oczywiście są to drobne wybory, np. którą bluzę czy sukienkę chce włożyć. Którędy woli pójść. Nie skaczemy pół metra przy niej, kiedy bawi się na placu zabaw - podchodzimy wtedy, kiedy nas woła lub kiedy widzimy, że faktycznie może sobie zrobić krzywdę (bo np. wlazła zbyt wysoko na drabinki, a że schodzić jeszcze nie do końca potrafi to trzeba ją ściągnąć). Nabicie guza czy zadrapanie to dla mnie nie jest krzywda warta lamentu. Dając jej przestrzeń, w której może podejmować własne decyzje i iść własną drogą możemy się zdystansować i obserwować jej zachowania, badać jej ostrożność i rozwagę, relacje jakie buduje z innymi dorosłymi i dziećmi. Fascynujące rzeczy!




***
Nie wiem, co przyniesie nam ten eksperyment zwany dalej Miłką. Jak to z eksperymentami bywa - obserwowanie biegu wydarzeń jest niesamowicie ekscytujące. Płacone mam póki co w pocałunkach i przytulasach, jednak liczę się z tym, że ten budżet kiedyś może się skończyć. Miejmy nadzieję, że inwestycja jednak nabierze skrzydeł i będzie nam dane obserwować jak leci w swoją stronę (i że nie będzie to ciemnej mocy strona).

17 komentarzy:

  1. Bardzo dobre zasady wychowawcze :) podpisuje sie ! Każdy rodzic powinien miec takie podejście :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja się póki co zastanawiam, jak sobie poradzę z obsługą małego dziecka... mam nadzieję że i u mnie intuicja nie zawiedzie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poczytaj trochę, poczujesz się pewniejsza :)

      Usuń
  3. No niestety, instrukcji obsługi nie dołączają :) Zasady fajne, mamy podobne. A życie pokaże co z tego wyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ciężko by było napisać instrukcję obsługi do dzieci, skoro każde inne :) Choć jak tak pomyślę, to T. Hogg podjęła taką próbę i wg. mnie nawet nieźle jej poszło. Pomogła mi w swoim czasie i wytłumaczyła wiele niezrozumiałych rzeczy.

      Jak się czujecie, dziewczyny? :)

      Usuń
  4. Bardzo mądry tekst, zapiszę sobie link w zakładkach ;)
    Mam nadzieję że i ja będę w stanie tak kierować się intuicją. Dobre zasady wychowawcze, piękne podejście do dziecka jako indywidualnej jednostki a nie "własności rodziców", niestety coraz rzadziej to widzę.
    Ile Mała ma lat? ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mimo ze nie jestem jeszcze mama (mam nadzieje ze juz cos tam sie dzieje w brzuszku) to ma bardzo podobne podejscie o wychowania i zajmowania soe dzieckiem. Swiat sie nie zawali jak nie zje obiadu tym bardziej ze jak zrobi sie godzine przed kolacja glodne to zje ja ze smakiem bez marudzenia. Zdarte kolano tez nie jest powodem do histerii a z tego co zauważyłam bardziej panikuja nadopiekuncze mamusie ktore swoim zachowaniem strasza dziecko no bo jesli mama panikuje z powodu kolana czy guza to to nusi byc cos powaznego. Wiekszoac dzieci jak sie wywroci to pierwsze co robi patrzy na rodzica czy opiekuna jak on zareagowal upadek jesli widzi przejecie i strach to w ryk jesli zobaczy ze ze nawet nie zauwazylismy lub usmiechnelismy sie powiedzielismy uwazaj to wstanie otrzepie sie (lub nie) i bawi sie dalej. Moim zdaniem zdrowy rozsadek intuicja luz i swiadomosc ze nasze dziecko to odrebna osobowosc charakter potrzeby i w tym potrzeba postawienia mu pewnych granic miedzy ktorymi moze sie swobodnie poruszac bez mamy na karku to sposob na zdrowe i szczesliwe rodzicielstwo. Mam nadzieje ze gdy bede miec na rekach Nasza Odrebna Osobowosc ten zdrowy rozsadek mnie nie opusci;) czego sobie i Wam zycze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękujemy :) ja poczatkowo byłam dużo bardziej spięta, ale wynikało to głównie z mojej niewiedzy i łykania wszystkich "dobrych rad" jak młody pelikan :)

      Usuń
  6. Bicie dziecka to nie tylko wprowadzenie strachu w relację "rodzic-dziecko", to także ogromne upokorzenie małego człowieka.
    Niedopuszczalne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Śmierdzi mi tu Tracy Hogg, zgadza się? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czytałam i na pewnym etapie bardzo mi pomogła, więc może Ci nią zalatywać ;)

      Usuń
  8. Fajne. Mam podobne przemyslenia. Na razie jestem na etapie monologu, w odpowiedziach dostaje tylko (a moze az) usmiech i aghuuu z racji mlodego wieku interlokutora ;p, ale wierze, ze juz sie rozumiemy. Czy masz jakies ulubione ksiazki, ktorych tytuly mozesz polecic? Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem dokładnie ile m-cy ma Twoje bejbi, ale z tego co piszesz wnioskuję, że ma kilka miesięcy, więc chyba najlepsze będą dla niej książeczki z czarno-białymi obrazkami albo jakimiś innymi kontrastowymi kolorami. My jesteśmy na etapie ksiązeczek ze zwierzątkami, u nas robią furorę :)

      Usuń
    2. Hehe, chodzilo mi o tytuly ksiazek o wychowaniu. Moj syn ma 3 miesiace. ;)

      Usuń